Zwlekałam z nową notką, bo myślałam, że ukaże się mój artykuł na temat miejsc, w których "coś" się dzieje w Lizbonie (a wyszedł dość pokaźny), ale dowiedziałam się, iż jeszcze sobie poczeka z wyjściem na światło dzienne, więc o tym niestety innym razem. :) Wczoraj byłam na pierwszym w swoim życiu koncercie z akredytacją (The Irrepressibles). Aktualnie patrzy na mnie bilet na najdroższy koncert wszechczasów (37euro :O), ale będzie warto, na pewno będzie. 27.11 wybieram się na The Black Keys i The Maccabees. Nie mogę się już doczekać! Choć myślę, że istnieją szanse, by i jedni, i drudzy pojawili się na jakimś festiwalu u nas w następnym roku (co do The Black Keys to jestem praktycznie przekonana, ale wiadomo jak to domysły...). W temacie festiwali...ostatnio się przerażam. Przerażają mnie nowe ceny openera, przeraża mnie impact (miałam nadzieję, na podobny zestaw zespołów jak w tym roku, choć na plus, że jest 2dniowy, ale cena też niczego sobie, w tym roku 2dniowy Coke kosztował o 9zł mniej niż jeden dzień przyszłorocznego impactu. ALE możliwe, że i ceny Coke'a też się zmienią. Będzie wesoło!).
Wczoraj, wracając z koncertu, dotarło do mnie jakim zadupiem jest Benfica. Dreptałam ze stacji metra pół godziny i w ciągu mojej ekstra podróży między godziną 1:15 a 1:45 nie minęłam żadnej osoby. Ani po jednej stronie jezdni, ani po drugiej. Słysząc tylko swoje kroki (ipod odmówił współpracy w połowie pokonywania tej trasy), patrząc na szczelnie zamknięte żaluzje pozaokienne (wybaczcie, nie wiem jak się to to nazywa. :D) można było odnieść wrażenie horrorowatości (za dużo horrorów i siada mi już na mózg). Nie żebym się bała, bo pokonuję tę trasę bardzo często, każdy zakątek już mi znany i czułam się swojsko. Jednak podczas 30 minut wędrówki niespotkanie żadnego pieszego było naprawdę dziwne. (nie tak dziwne jak wracanie około 4 nad ranem z autobusu nocnego, nie minięcie nikogo w ciągu ok 10minut i burza do tego. Burza dopiero "robiła" klimat :D).
Niedawno miałam test poziomujący na kurs języka portugalskiego organizowany w mojej szkole. Udało mi się być w najlepszej grupie, ale fakt, że będę z samymi (nieznajomymi) Hiszpanami jakoś mnie nie pociesza. A może to po prostu fakt, że w końcu trzeba odkurzyć umiejętności posługiwania się ich językiem, do czego jeszcze nawet mojemu hiszpańskiemu współlokatorowi nie udało się mnie nakłonić. Siedzenie w Lizbonie robi ze mnie większego lenia niż jestem w rzeczywistości, a mam do napisania parę rzeczy w ramach zajęć, które mam teraz w Polsce, bo praktycznie żadne przedmioty mi się nie pokryły. (Oczywiście zamiast to robić wolę pisać sobie noteczkę o niczym, zajadając się przy tym ciasteczkami korzennymi z lidla :D).
To był tekst, to teraz przydałoby się parę zdjęć, żeby Was podołować ładną pogodą (nie martwcie się, tu też czasem jest równowaga w przyrodzie, dziś był tak obrzydliwy dzień, że aż się cieszę, że nie miałam potrzeby wychodzenia z domu).
 |
Cascais |
 |
w drodze na Feira da Ladra (pchli targ), gdzie kupiłam płytę Franza Ferdinanda za 5euro i słownik portugalski za 2euro :D |
 |
moja piękna, a jakże różowa kieca dopadnięta na przecenie w h&m. (krejzi zdjęcie jest natomiast z przymierzalni w primarku <3) |
 |
galicyjskie śniadanko like a boss |
 |
I Ty możesz zostać bohaterem we własnym domu. (tak, zjedliśmy to wszystko. a dokładniej...2 osoby to zjadły :D) |
 |
Parque Florestal w Benfice |
 |
Oceanarium w Lizbonie |
Jeśli już jesteśmy przy tematach oceanów i innych takich, warto wspomnieć, że aktualnie udaję Arielkę. (gratulacje dla mnie, podróże kształcą - pofarbowałam sobie włosy pierwszy raz w życiu)
Więcej zdjęć z oceanarium (największego w Europie!) jeszcze pewnie tu wrzucę. Tymczasem przedstawiam ostatni twór rysunkowy pt.
"-Tęsknisz?
-Nie.
-Bardzo?
-Tak"
dodatkowo mogę jeszcze zaspamować informacją o tym, że wystawiłam 3 niesprzedane rzeczy na allegro od złotówki (nie martwcie się, wysyłka z Polski ;) )